Marcin Świetlicki „49 wierszy o wódce i papierosach” Biuro Literackie, premiera jesień 2003

49 wierszy o wódce i papierosach.jpg

 

„To jest poszerzone, przejrzane i poprawione wznowienie książeczki, która ukazała się pierwotnie w roku 1996 jako „37 wierszy o wódce i papierosach”. Od tego czasu było w moim życiu trochę więcej wódki i papierosów, więc nic dziwnego, że tytuł musiał ulec zmianie. Od tego momentu to wydanie jest obowiązujące”.

****

1. Nowy pozytywizm
2. Wtorki
3. Mój pamiętniczku
4. Czwartki
5. Poranna parafia
6. Stary, a na ucieczce
7. Integracyjny paintball
8. Z martwych
9. Różaniec, młynek, wiatraczek
10. Króciutka pijacka piosenka
11. Niedziele
12. M –

Nowy pozytywizm

Przerwali mi a chciałem jeszcze więcej powiedzieć

niż ty chuju. Prawdziwa treść miała zawierać

różne porady, dziewczynko. Porady starszego,

wypalonego mężczyzny, który – wypalony

wciąż jeszcze się wypala. Głos z pogorzeliska,

co jeszcze trochę dymi. Ale mi minęło

i napisałem tylko ty chuju, dziewczynko.

Jest ósma trzy, a ja już od piątej jestem

na nogach i w obliczu słońca chodzę teraz.

Na słońcu czarna plamka podobno, Merkury,

ale nie popatrzyłem, może spojrzę później.

Pochodziłem po mieście, nie spojrzawszy w niebo.

I nie kocham nikogo, lecz kocham to miasto.

Ono mi robi takie rzeczy, których

żadna kobieta by nie potrafiła

i żadna by na pewno nie podjęła się.

A co u ciebie i jak się rozwijasz?

I w którą stronę, aniele? Jak bardzo bym już chciał,

żeby wakacje się skończyły, tyle

tego jeżdżenia, zabijania się

w płockach, warszawach, kielcach,

bytomiach, sopotach, niechże już się skończą

wakacje, niech się skończy ten alkohol i

niech pozytywizm już rozpocznie się.

Bo takie mam marzenie, dziewczynko, by zostać papieżem

nowego pozytywizmu, tym nie byłem jeszcze.

A czego papieżycą byś pragnęła być?

Wtorki

jeżeli wtorek nie będzie w sobie już zawierał wtorku

to nie umrę nie umrzesz autystyczna rozkosz

zostanie zawieszona odreagujemy

to sobie w jakiś sposób wszak twardzi jesteśmy

na zewnątrz jeśli wtorek zostanie zniesiony

i Pan Bóg wyzna że nie było wtorku

że świat powstawał zaledwie przez sześć dni

to i tak zwyciężymy heretycka wioska

na heretyckiej wyspie zostanie nazwana

wtorek jeśli zdobędziemy

wizy to jutro będziemy już tam

mam już pomysł na hymn i na godło

Mój pamiętniczku

Zapominam zapomnieć. Zapomniałem o tym,

że tak kiedyś skończyłem. Zaczynani na nowo

– zapominam zapomnieć. Pamiętne kłopoty

ożywają jak w filmie, co na półce HORROR

leży w wypożyczalni. Wstają oto zwłoki

kłopotów i żądania wysuwają oto

ponownie, znowu trzeba osikowym kołkiem

unicestwiać, a potem zapomnieć zapomnieć.

Wiec tak właśnie skończyłeś? Tak właśnie skończyłem

– mówię i nie pamiętam, że już to mówiłem

w tym miejscu, w innym czasie. Pamiętam jedynie

wzór tapet,

mój pamiętniczku,

wzór tapet.

Czwartki

Lektury wzięte w podróż: Choromański „W rzecz

wstąpić”, Bloch „Psychoza” i Tkaczyszyn-Dycki

„Przyczynek do nauki o nieistnieniu”, wszystko

z przeszłości, bo podróż zazwyczaj

to jest cofanie filmu, zwłaszcza kiedy jedzie

się tyłem do kierunku, czwartek, miesiąc kwiecień,

niektóre liście już się decydują,

niektóre jeszcze się zastanawiają.

Oprócz książek w plecaku jest prezent od Ewy

– płyta z hamburskich koncertów the Beatles,

brakujący element. Jeszcze zanim peron

– to papierosa, potem się obejrzeć,

zobaczyć, rzadko, coraz rzadziej się

dostrzega, a tu – proszę – zobaczyło się.

Sklejam urwany film, otwieram

list zaklejony.

Poranna parafia

Podłogi, z płaszcza łóżko, a ze swetra kołdra.
Dumnie sierść zwierząt domowych noszona
na ubraniach człowieczych, uzezwierzęcenie
ładne i delikatne, zwierzenia przezsenne.

Tu jest moja parafia, tu jest mój kontynent.
Pierwsze słońce wbrew starej, czarnej, twardej zimie.
Tu jestem ja, mężczyzna, nie mam już powodu,
by się więcej ukrywać wobec słońca wschodu,

wobec kamienic, wobec kobiet, wobec
tego, do czego trzeba do wieczora dobiec.

 

 

Stary, a na ucieczce

Stary, a na ucieczce, niedojrzale, aż się
pokrzywiają i patrzą z wyrazem odrazy,
stary, a na ucieczce, szatan mu pościelił
w piwnicy, arcybiskup aż sporządził donos
na niego, stary, a tak lekceważny,
rozprzestrzeniony, rozwiany,
który płynie płonąc.

 

 

Integracyjny paintball

Lepsza bielizna, dni jakby jaśniejsze,

głód dekadencji, lecz trzeba by było

robić to z głową, nauczyć się spadać,

lecz na firmowe poduszki,

ludziom w oczy patrzeć

i jeśli za rękę trzymać, to rękę właściwą

– i nawet przez sen kontrolować się,

są podręczniki traktujące o tym,

no, nieźle kombinujesz, lecz popracuj trochę

jeszcze nad tym grymasem,

z którym na mnie patrzysz,

niech będzie doskonalszy.

 

 

Z martwych

Nowe życie wymaga nowych kobiet. Oto

wyobraźnia już tłoczy obrazy pośladków,

klęsk, brudnych nóg i włosów,

piegów, kosmetyków.

Nowe życie i wiele rozmów typu „martwię

się o ciebie”, odbytych po to, by sumienie

nasycić, nowe życie, noc wypiera noc,

pogrzeb na wyścigi z pogrzebem.

Kiedyś się zdecyduje, teraz jeżdżę, nie wiem,

wrócę, jeżeli spełni wreszcie się

mój jedyny warunek, skoro prawa nie mam

do stawiania warunków, postawię sam sobie

wódkę, warunek wysłowię, nie usłyszę go.

 

 

Różaniec, młynek, wiatraczek

Nie opiekuję się twoim mężczyzną
pod twoją nieobecność, nie odżywiam go
właściwie, odprowadzam go do obcych kobiet,

a on je krzywdzi, obiecując to,
co obiecał już tobie;

nie opiekuję się twoim mężczyzną,
to jakiś byt, którego nie powinno tu być,
trzymam go w płytkim, wciąż otwartym grobie,

śpiewa stamtąd króciutką pijacką piosenkę.

 

 

Króciutka pijacka piosenka

Post się gryzie z karnawałem.

Miałem umrzeć, nie umiałem.

Miałem umrzeć, nie zdążyłem.

Miałem umrzeć, nie trafiłem.

Niedziele

Ten kalendarzyk, litery i cyfry

poprzemieszane, pleśń pieśni, przepieszczone frazy,

należy kiedyś z papierów pośmiertnych

wyjąć ten kalendarzyk,

l śpię. l ucho naderwane mam, o,

pamięć dziurawa drukuje obrazy

dziurawe we śnie – i jeżeli patrzysz,

to tylko siebie możesz tu zobaczyć.

M –

W końcu, wiedzeni Bożym kaprysem, przestaną

gonić tego ćwierćludzia, kiedyś przecież trzeba

zakończyć tę historie, zatrzymać to koło,

koło pogoni, sądu. wyroku i kary,

winy już nie ma, zbrodnia się zatarła

przez wielokrotne powtarzanie, sprana

wina aż do białości, w końcu niewidomy

nie rozpozna melodii, nie wskaże zbrodniarza.

Ta wiosna może jest mirażem, może

jest łatwym wyjściem, łatwym podejrzanie,

gdzieś się znaleźć, w jakimś się znów umieścić ciele,

ostrożnie wyjść i wolno poraczkować w stronę

szkoły, o kościół jakiś na chwile zawadzić,

do wojska umiejętnie nie iść, umieć

i kochać, posiąść jakieś przydatne rzemiosło

i nowy wszechświat umiejętnie posiąść.

wreszcie być podobnym do odbicia w lustrze

uderzająco, donikąd nie uciec,

pozostać, mieć cień wreszcie i pieniądze

szanować, zbierać je na ludzki pogrzeb.

obserwować jak narasta jasność.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s