Tomasz Beksiński: – Nie lubię dyskotek! [wywiad z 1987 r. „Gazeta Sanocka”]

• GS-A: — Znów sanockie Super-Video Disco prowadzi Tomasz Beksiński, znany prezenter radiowy. Czy to sentyment do rodzinnego miasta, czy przyjeżdżasz tu zarobić?

• TOMASZ BEKSIŃSKI: — Przyjechałem do Sanoka odpocząć od zgiełku, pośpiechu. Innych utrapień wielkiego miasta. Oczywiście, czuję do Sanoka duży sentyment — tutaj mam wielu znajomych, tu najlepiej wypoczywam. A skoro jestem tutaj, to dlaczego nie mam zagrać dyskoteki dla sanoczan?

• GS-A: — Nietrudno uwierzyć w ten sentyment, mając w pamięci rozwieszone w mieście nekrologi z twoim imieniem i nazwiskiem…

• T.B.: — Właśnie nekrologi były pomysłem kolegi, lecz postanowiłem go zrealizować. Lubię czasem zwariowane pomysły. Ten jednak miał swój głębszy sens: zrobiłem to tuż przed definitywnym rozstaniem z Sanokiem — jechałem w pustkę i czułem się wtedy tak, że właśnie nekrolog odzwierciedlał doskonale mój nastrój.

• GS-A: — Z tej pustki trafiłeś do radia?

• T.B. — Nie od razu. Pierwszy rok studiowałem w Sosnowcu, dopiero potem była Warszawa. Do radia trafiłem zupełnie przypadkowo. Koniecznie chciałem zdobyć taśmę z koncertem Genesis, będącą w posiadaniu Piotra Kaczkowskiego z III programu Polskiego Radia. Za pomocą Henryka Wańka dotarłem do Jerzego Kordowicza (też pracownika „Trójki”). Zacząłem wymieniać z nim płyty, poznałem wielu ludzi z radia i wreszcie otrzymałem propozycję współpracy. Debiutowałem w 1982 r. w popołudniowej audycji „Trójki”, którą prowadziłem wespół z Markiem Niedźwiedzkim. Rok później otrzymałem już samodzielną „działkę” w pierwszym programie Polskiego Radia pt. „Na rockową nutę” którą kontynuuję do dziś. Obecnie pracuje już w programie stereo i prowadzę kilka interesujących mnie samego pozycji programowych.

• GS-A: — O Twojej płytotece, zawierającej niemal cała klasykę rocka krążyły w Sanoku legendy. W radiu grasz nie „słodszą” muzykę. Czy zmieniły się twoje upodobania, czy też stałeś się niewolnikiem panującej mody?

• T.B.: — To nie tak. Żeby „dostać” audycję trzeba chcieć wnieść do programu coś oryginalnego. Gdy zacząłem pracę byłem pod ogromnym wrażeniem muzyki „new romantic”, która do Polski dopiero nieśmiało docierała. Chciałem więc propagować ten akurat styl, czyli zespoły typu: Ultravox, O.M.D., Talk-Talk. Niestety taką audycję dostałem stosunkowo późno, bo w 1985 r. W „Romantykach muzyki rockowej” nie może być miejsca ani na Marillion, ani na klasyką. Co innego — „Wieczór z płytą kompaktową”, w której będę starał się w miarę zdobywania kompaktowych krążków, prezentować dyskografie klasyków rocka. Udało się to już uczynić w przypadku The Doors i Pink Floyd, a od października na pewno słuchać będziemy grupy Genesis. Poza tym: nie jestem etatowym pracownikiem radia, lecz współpracownikiem, co daje więcej tzw. luzu, zmniejszając niestety nieco mój wpływ na zawartość programów.

• GS-A: — Czasem prowadzisz dyskoteki — co o nich sądzisz?

• T.B.: — W zasadzie nie lubię dyskotek, nie potrafię tańczyć. Prowadzenie dyskotek bawiło mnie najbardziej w latach 1982—1984, gdy grało się tam muzykę noworomantyczną. Mile wspominam dyskoteki prowadzone wówczas wraz z Januszem Baryckim w Rzeszowie i Sanoku. Teraz króluje w dyskotekach Modern Talking. Żeby było śmieszniej, wielu dyletantów wrzucało tych klezmerów do szufladki z napisem: new romantic, a ja przez dwa lata dostawałem listy od panienek zakochanych w Modern Talking i — co gorsza — przekonanych, że ja rówmież darzę to koszmarne duo podobnymi uczuciami.

W tej chwili na dyskotekach interesuje mnie wyłącznie to, iż naprawdę mile bawię się za konsoletą. Jeśli ludzie z równą przyjemnością bawią się po drugiej stronie konsolety to chyba jest w porządku, prawda?

• GS A: — Jakie jest twoje zdanie o polskiej muzyce rockowej?

• T.B.: — Żadne! Nie mam z nią kontaktu. Płyty wychodzą rzadko, za to z dużym opóźnieniem, a ich jakość techniczna jest tak fatalna, że nie mogę ich słuchać.

• GS-A: — Kończąc rozmowę chciałbym prosić o odpowiedź na pytanie: jaką muzykę zaproponowałbyś młodym czytelnikom „Gazety Sanockiej — Autosan” — wszak do nich niniejszy tekst jest kierowany — do słuchania w najbliższym czasie?

• T.B.: — Obecnie za najbardziej interesujące zespoły uważam Marillion, Big Country i Pet Shop Boys.

Rozmawiał:
M. POMYKAŁA

Źródło: „Gazeta Sanocka – Autosan” nr 23 (422) 10-20.08.1987 str. 6

JOHN LENNON (teksty) tłumaczenie: TOMASZ BEKSIŃSKI [„Magazyn Muzyczny” 1990 r.]

Od dziesięciu lat grudzień jest miesiącem pamięci Johna Lennona. Słucha się jego płyt, ogląda poświęcone mu filmy, wspomina jego zaangażowanie w sprawę pokoju na świecie. Obok omawiamy kasety wideo zawierające muzykę Lennona, a w naszej rubryce z tekstami przypominamy kilka jego przedśmiertnych utworów.

Yoko Ono, John Lennon

MOTHER – Matka
(1970, LP „PLASTIC ONO BAND”)

Matko, miałaś mnie – lecz ja nigdy nie miałem ciebie
Potrzebowałem ciebie – lecz ty nie potrzebowałaś mnie
Muszę więc powiedzieć ci: żegnaj

Ojcze, opuściłeś mnie – lecz ja niady nie opuściłem ciebie
Byłeś mi potrzebny – lecz ty nie potrzebowałeś mnie
Muszę więc powiedzieć ci: żegnaj

Dzieci, nie róbcie tego, co zrobiłem ja
Nie potrafiłem chodzić, a próbowałem biegać
Muszę więc powiedzieć wam: żegnajcie

Mamo – nie odchodź…
Tatusiu – wróć do domu…


Jealous Guy – Zazdrosny facet
(1971, LP „Imagine”)

Śniłem o przeszłości
A moje serce mocno biło
Począłem tracić kontrolę…
Nie chciałem cię skrzywdzić
Przepraszam, że przeze mnie płakałaś
Nie chciałem cię skrzywdzić
Jestem tylko zazdrosny

Czułem się niepewny twojej miłości
Drżałem ze strachu
Próbowałem spojrzeć ci w oczy
Zdawało mi się, że odwracałaś spojrzenie
Połykałem swój ból…
Nie chciałem cię skrzywdzić
Przepraszam, że przeze mnie płakałaś
Nie chciałem cię skrzywdzić
Jestem tylko zazdrosny


COLD TURKEY – W lodowatym bólu
(1969, singel)

Temperatura rośnie, gorączka wysoka
Nie widzę przyszłości, nie widzę nieba
Ciążą mi nogi, ciąży mi głowa
Chciałbym być dzieckiem, chciałbym umrzeć
Uciekam przed lodowatym bólem

Obolałe ciało, gęsia skóra
Nikogo nie widzę, dajcie mi spokój
Mam otwarte oczy, nie mogę usnąć
I wiem tylko, że trzęsę się z zimna
Uciekam przed lodowatym bólem

Od 36 godzin wiję się z bólu
Modląc się, zeby ktoś uwolnił mnie z tego
Będę grzecznym chłopcem, tylko pomóż mi
Przyrzeknę ci wszystko – wyprowadź mnie z tego piekła

Uciekam przed lodowatym bólem.


IMAGINE – Wyobraź sobie
(1971, LP „IMAGINE”)

Wyobraź sobie, że nie istnieje Niebo
Spróbuj, to naprawdę proste
Pod nami nie ma Piekła
Nad nami tylko niebo
Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie żyją dzisiejszym dniem…

Wyobraź sobie, ze nie ma państw
To naprawdę proste
Nie ma po co zabijać ani umierać
Nie ma też żadnej religii
Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie żyją w pokoju…

Wyobraź sobie, że nie ma własności
Ciekawe, czy potrafisz?
Nie ma chciwości ani głodu
Wszyscy są sobie braćmi
Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie dzielą ze sobą świat…

Możesz mnie nazwać marzycielem
Ale nie jestem jedyny
Mam nadzieję, że któregoś dnia dołączysz do nas
A świat będzie żył w jedności.


WORKING CLASS HERO – Bohater klasy robotniczej
(1970, LP „PLASTIC ONO BAND”)

Gdy tylko przyjdziesz na świat
Postępują tak, żebyś poczuł się małym
Gdyż dają ci wszystko z wyjątkiem czasu
Aż w końcu ból jest tak wielki, że nie czujesz już nic
Bohaterem klasy robotniczej warto być!

Ranią cię w domu i biją cię w szkole
Nienawidzą cię, gdy jesteś bystry
Pogardzają zaś głupcem
Aż tak ci się popieprzy w głowie
Że nie wiesz już, czego od ciebie chcą
Bohaterem klasy robotniczej warto być!

Gdy już poznęcali się nad tobą przez 20 lat
Oczekują, żebyś wybrał sobie drogę życia
Kiedy prawie już nie możesz żyć
Tak bardzo przepełnia cię strach
Bohaterem klasy robotniczej warto być!

Narkotyzują cię religią, seksem i telewizją
A tobie zdaje się, że jesteś mądry, niezależny i wolny

Jednakże w moich oczach
Wciąż jesteś tylko pieprzonym dupkiem
Bohaterem klasy robotniczej warto być!

Czeka na ciebie miejsce na samym szczycie
To powtarzają ci bez przerwy
Najpierw jednak musisz nauczyć się zabijać uśmiechem

Jeśli chcesz być podobny innym na tym wzgórzu
Bohaterem klasy robotniczej warto być!
Jeśli chcesz zostać bohaterem
Po prostu idź w moje ślady.


HOW DO YOU SLEEP? – Jak pan sypia, panie McCartney?
(1971 LP „IMAGINE”)

A więc „Sierżant Pepper” zaskoczył cię
Przyjrzyj się dobrze oczami mamusi
Oni mieli rację, twierdząc, że nie żyjesz
Tylko jedno było nie w porządku – twoja głowa
Jak sypiasz? Jak sypiasz nocą?

Otaczasz się pochlebcami, nazywającymi cię królem
I robisz wszystko, co każe mamusia
Twoje było tylko „Wczoraj”
A kiedy odszedłeś, zaczął się tylko „Następny dzień”
Jak sypiasz? Jak sypiasz nocą?

Ładna buzia zbrzydnie za rok lub dwa
I wtedy wszyscy zobaczą, na co naprawdę cię stać
Tworzysz tylko pospolity „muzak”
A przecież powinieneś nauczyć się czegoś przez te lata
Jak sypiasz? Jak sypiasz nocą?

„Skok na kasę” [Trojany bankowe] – Katarzyna Bielińska, PC Format nr 2 – 2019 [HISTORIA WIRUSÓW KOMPUTEROWYCH]

Trojany bankowe to wyjątkowo nieciekawe bestie – wykradają poufne informacje o kontach bankowych, a wraz z nimi nasze pieniądze. Sezon na tego rodzaju szkodniki rozpocznie się wraz z wakacjami. Jednak już teraz trzeba uważać, bo trojany mobilne lęgną się lawinowo w smartfonach i tabletach.

Możliwość dokonywania płatności online to wygoda nie tylko dla nas – klientów, ale też okazja do zarobku dla cyberprzestępców. I choć złośliwe oprogramowanie może siać spustoszenie na naszych komputerach, tabletach i smartfonach na wiele różnych sposobów, to jedno zagrożenie budzi w nas strach szczególny – trojany bankowe. Tak przynajmniej wynika z badania przeprowadzonego przez firmę GDATA, w którym 73 proc. rodzimych internautów przyznało temu rodzajowi złośliwców maksymalną notę 5. Jest się czego bać. Skala ataków rośnie lawinowo, a hakerzy stosują coraz bardziej skuteczne techniki, aby zwabić nas w pułapkę.

Koń, jaki jest

Na początek krótki wieczorek zapoznawczy – warto przecież zaznajomić się z tak groźnym przeciwnikiem. Koń trojański, choć wywodzi się z wielkiej rodziny wirusów komputerowych, wirusem nie jest. Przynajmniej w klasycznym znaczeniu – trojany nie infekują bowiem innych plików. Zasada ich działania jest inna – po zagnieżdżeniu się na komputerze, podszywają się pod jakiś użytkowy program, który po uruchomieniu wykonuje pozornie swoją normalną pracę, jednak w tle sieje zniszczenie.

Jego działanie możemy porównać do mitologicznego konia trojańskiego – wielkiego konia z drewna, w którym ukryli się wojownicy greccy w czasie zdobywania Troi, pozorując w ten sposób odstąpienie od oblężenia. Dokładnie tak działają trojany: instalują się podstępem, więc zagrożenie jest niewidoczne. I bardzo duże.

ZeuS z panteonu

Gdy pod koniec lat 90. banki ruszyły z usługami w wersji internetowej było tylko kwestią czasu, kiedy cyberprzestępcy zaczną obrabiać to intratne poletko, wykorzystując wyjątkowy styl działania koni trojańskich. Gdy jednak przeciwnik okazał się trudny – instytucje finansowe stosowały bowiem jedne z najbardziej solidnych zabezpieczeń – hakerzy zmienili cel ataku na bardziej realny: klientów korzystających z bankowości elektronicznej. I tu poszło o wiele lepiej.

Wczesne trojany finansowe, czyli szkodliwe programy wyspecjalizowane w kradzieży danych potrzebnych do uzyskania dostępu do systemów bankowych online, pojawiły się w połowie 2000 r. Jednym z pierwszych, a na pewno najsłynniejszych, był ZeuS. Historia tego malware’u to scenariusz na niezły film sensacyjny. ZeuS zstąpił z panteonu bogów w 2007 r., by zaprezentować światu wyjątkowo perfidną metodę polegającą na wstrzykiwaniu dodatkowego kodu HTML do stron internetowych otwartych w przeglądarce. Dzięki temu trojan mógł zastąpić oryginalną witrynę banku fałszywką, a tym samym zyskać dostęp do poufnych danych i możliwość wykonywania operacji finansowych. ZeuS działał przez cztery lata, stając się prawdziwym utrapieniem banków, korporacji i instytucji rządowych, umożliwiając cyberprzestępcom kradzieże setek milionów dolarów.

Specjaliści od bezpieczeństwa cyfrowego twierdzą, że obecnie każdy ze szkodników włamujących się do serwisów finansowych online zawiera w sobie fragmenty jądra oryginalnego kodu króla trojanów. W 2010 roku ZeuS stworzył zgrany duet z Zitmo (Zeus-in-the-mobile), był pierwszym trojanem wyspecjalizowanym w atakach na urządzenia mobilne, którego zadaniem było przechwytywanie SMS-ów zawierających kody jednorazowe do przelewów bankowych. Współpracowali sprawnie: ZeuS w wersji klasycznej infekował pecety, aby wykraść dane niezbędne do uzyskania dostępu do kont bankowych online i numery telefonów komórkowych, zaś Zitmo kradł kody SMS-ów. W ten sposób hakerzy dysponowali kompletem informacji potrzebnych do włamania, dzięki czemu w samych tylko Stanach Zjednoczonych udało im się zaatakować ponad 3,5 miliona urządzeń.

Zwabieni w pułapkę

Cyberprzestępcy mają do wyboru wachlarz sposobów, za pomocą których mogą uzyskać dostęp do kont bankowych i serwisów finansowych online. A podstawą większości ataków jest socjotechnika, która ma skłonić nas do podjęcia określonych działań, a w konsekwencji przeniknięcia szkodliwych trojanów do pecetów i urządzeń mobilnych. Podstawowym orężem jest metoda wyłudzania danych zwana phishingiem. Dwa najpopularniejsze sposoby to wysyłanie fałszywych e-maili lub przekierowania na fałszywe strony internetowe. Trick e-mailowy to klasyka: wiadomość, którą otrzymujemy może do złudzenia przypominać tę pochodzącą z naszego banku lub innego znanego nam nadawcy.

Jesteśmy uprzejmie proszeni o aktualizację czy informowani o fakturze do zapłacenia – to oczywiście tylko pretekst do tego, byśmy kliknęli załącznik. Uruchamia to niebezpieczny plik, który po instalacji w komputerze czyni swą powinność: może np. przechwytywać uderzenia klawiszy, gdy wpisujemy dane uwierzytelniające logowanie w banku lub też wykradać dane, które zapamiętał nasz komputer w momencie zaznaczenia pola „zapamiętaj hasło”. Wreszcie – może podmienić oryginalną witrynę na fałszywą i w ten sposób uzyskać wszystkie wpisywane przez nas „na stronie banku” informacje.

Smartfony na celowniku

Cyberprzestępcy nieustannie opracowują nowe warianty szkodliwych programów i wyposażają je w coraz bardziej wyrafinowane mechanizmy – wszystko po to, aby przechytrzyć stosowane przez użytkowników zabezpieczenia. W efekcie trojany bankowe grasują na coraz większą skalę, powiększa się też zasięg ataków. W ubiegłym roku wystarczyły szkodnikom tylko cztery miesiące, aby zwiększyły swoją aktywność o połowę! Mimo, że zagrożenie tego rodzaju złośliwym oprogramowaniem rośnie w zawrotnym tempie, polscy internauci i tak są na uprzywilejowanej pozycji. Z raportu Global Threat Index opracowanego przez firmę Check Point wynika, że pod względem szkodników finansowych nasz kraj w 2018 r. należał do najbardziej bezpiecznych miejsc na świecie.

Niestety, nie można tego powiedzieć o zagrożeniach mobilnymi koniami trojańskimi. W kategorii trojanów atakujących urządzenia jesteśmy w samej czołówce – w towarzystwie Stanów Zjednoczonych oraz Rosji. Działanie mobilnych trojanów bankowych również bazuje na socjotechnice: szkodniki te potrzebują bowiem naszej zgody, by zagnieździć się w urządzeniu, a potem kraść np. SMS-y czy wiadomości głosowe przesyłane przez banki. Szkodniki mogą udawać ważną aktualizację, darmowy poziom w ulubionej grze mobilnej czy też po prostu podszyć się pod inną aplikację. Są nie tylko przebiegłe, ale i bardzo pracowite. Jeden z najbardziej skutecznych programów tego typu – OpFake – potrafił podszywać się pod interfejs niemal stu aplikacji bankowych i finansowych.

Jak walczyć ze złośliwym oprogramowaniem wycelowanym w nasze pieniądze? Absolutną podstawą jest dobra ochrona antywirusowa – zarówno peceta jak i urządzeń mobilnych. Ponieważ przeważnie sami na siebie ściągamy ten huragan, powinniśmy być szczególnie wyczuleni na wszelkie wiadomości e-mailowe czy SMS-owe pochodzące od nieznanych nadawców – nie klikajmy żadnych zawartych w nich linków czy załączników. Pobierajmy aplikacje tylko z oficjalnych źródeł, czytajmy pozwolenia, których żądają te programy. Korzystajmy z dwuetapowej weryfikacji, jeśli nasz bank ją udostępnia. Jeśli cokolwiek (wygląd strony bankowej czy dziwny e-mail) wzbudzi nasz niepokój, skontaktujmy się z bankiem. Zróbmy to też natychmiast wtedy, gdy dojdzie do kradzieży, aby zablokować swoje karty oraz ostatnie transakcje. ■


PYTANIE DO EKSPERTA:

Niektóre trojany bankowe posługują się oknami phishingowymi w celu kradzieży danych bankowych. Fałszywe witryny są niemal doskonałe – jak mimo to je rozpoznać?

Robert Dziemianko (G DATA): Nie ma dobrej rady – dobrze przeprowadzonej podmiany strony logowania banku nie da się praktycznie zauważyć. Jedynym sposobem na zwiększenie swojego bezpieczeństwa jest oprogramowanie antywirusowe z odpowiednim modułem chroniącym przed taką formą zagrożenia, takie jak np. BankGuard naszej firmy. Dlaczego zwykły antywirus to za mało? Po pierwsze, nowe zagrożenia nie są dostatecznie szybko wykrywane, a czas ich życia jest niezwykle krótki, bo szybko zastępowane są nowymi wersjami. Po drugie, wirusy manipulują plikami w pamięci operacyjnej. Po trzecie, skompromitowana transakcja otwiera szkodnikowi drogę do kolejnych operacji bankowych bez wiedzy użytkownika.

Jak działa BankGuard? Weryfikuje integralność kluczowych bibliotek sieciowych przeglądarki, dzięki czemu zapewnia proaktywną ochronę nawet przed nieznanymi zagrożeniami. Program reaguje natychmiast i zapobiega infekcjom. Ale uwaga: jeśli BankGuard nie jest w stanie usunąć zagrożenia, zalecamy wstrzymanie operacji bankowych do momentu całkowitego pozbycia się złośliwego oprogramowania.

Atak odbywa się poprzez zmodyfikowanie biblioteki przeglądarki odpowiedzialnej za połączenie z bankiem w momencie, kiedy znajduje się ona już w pamięci operacyjnej komputera.

Wspomnienia ze szpitala w Choroszczy – 21 lipca 2021

21 lipca

Minęło już 48 dni od opuszczenia Choroszczy. Dziś to sobie obliczyłem. Próbuję sobie przypomnieć jak wyglądał dzień powrotu. Czekałem na ten moment niecierpliwie. W zasadzie od samego początku pobytu. Wracam razem z innym kolegą z oddziału. Tomkiem z Białegostoku. Chłopak wyjątkowo spokojny, uprzejmy. Ogólnie mówiąc w porządku. Nie wie jeszcze gdzie się podzieje. Mówi, że póki co pojedzie do swojej babci, gdzieś pod Białystok. Na początku jednak, ja i on musimy dotrzeć do Białegostoku. Odbieramy więc swoje rzeczy, przebieramy się w normalne ubrania. Jak zwykle wkładam swoją przepaskę na głowę. W kolorze moro. Taka niby wojskowa. Mam dość długie włosy, więc noszę ją z powodów praktycznych. Kupiona w szmateksie za parę złotych. Oczywiście nie mogłem w niej chodzić na terenie szpitala. Nerwowo sprawdzam czy wszystko ze sobą zabrałem. Kilku osobom daję do siebie numer telefonu. Nie wiem, być może ktoś się odezwie, do tej pory w sumie nikt nie zadzwonił. Z wyjątkiem właśnie tego Tomka, z którym razem wracaliśmy ze szpitala w Choroszczy.

Wychodząc z budynku szpitala widzę grupę osób z obu segmentów gdzie byłem. Wyszli na spacer przed budynek. Obok nich jakiś opiekun, czy opiekunka. Mnie ten zaszczyt nie spotkał. Macham im ręką na pożegnanie. Niedojedzony chleb, parę kromek wyrzucam ptakom na trawnik. Czuję się pięknie. Wreszcie mogę oddychać świeżym powietrzem, a nie psychiatrycznymi murami. Odbieram oczywiście z depozytu 20 zł na bilet autobusowy do Siemiatycz. Mój kolega Tomek, kupuje mi bilet na autobus podmiejski linii Choroszcz-Białystok. Kosztuje chyba z 8 zł. W Lewiatanie obok przystanka z którego odjedziemy. W samym centrum Choroszczy. On idzie do sklepu, ja jeszcze do biblioteki, która znajduje się w ładnym, zabytkowym budynku. Wiem, że znajdę tam półkę z darmowymi książkami. Chcę sobie je przejrzeć. Wybieram jedną. Tytuł: „Państwo Platformy. Bilans zamknięcia”, autorzy: Andrzej Zybertowicz, Maciej Gurtowski, Radosław Sojak. Wydawnictwo: katolicka „Fronda”. Biorę również ze szpitalnej biblioteki obie książki, które tam czytałem. Są to: „Oświęcim w oczach SS” oraz „Wirtualne zauroczenie”. Wiem, że tak nie powinienem zrobić, ale zależało mi na nich. Będzie to swego rodzaju pamiątka. Dla jednego chłopaka, tego didżeja Krzysia, który prezentował mi swoją muzykę, zostawiam jedną ładowarkę, bo mnie o nią poprosił. Chcę jeszcze komuś oddać takie malutkie wydanie „Nowego Testamentu”, które również czasem czytałem. Kilka osób jednak odmawia. Nie biorę tego jednak do głowy. Ktoś mówi, że to zbyt prywatna książka, aby ją oddać. W sumie rozumiem taki tok myślenia. Blondynce Karolci chcę oddać nowe mydło i pastę do zębów. Też jednak tego nie potrzebowała. Miała własne. Mówiła, że mi zazdrości, tego że już wychodzę ze szpitala.

Na przystanku zaczepia nas jeszcze jakiś lekko dziwny Chłopak, jak pamiętam z Ostrołęki. Przywiozła go do Choroszczy zakutego w kajdanki policja. On chyba musiał od razu im uciec. Prosi mnie, aby dać mu zadzwonić do matki. Boję się dawać mu telefon, że mi go ukradnie i ucieknie. W końcu jednak mu pozwalam. Jego matka nie odbiera, on jednak jest uczciwy, oddaje mi telefon, i idzie do jakiś starszych kobiet obok, sępić o piwo. Jest lekko zdezorientowany, nie wie jak wróci z powrotem do domu w Ostrołęce.

Jedziemy z Tomkiem do Białegostoku. Przez całą drogę milczę. Obserwuję tylko krajobrazy za oknem. Nie widziałem ich z tej perspektywy. Wysiadamy razem przed dworcem kolejowym w Białymstoku. Przechodzimy mostem nad torami kolejowymi. Przed dworcem PKS-u rozmawiamy. Palimy po papierosie. Tomek mnie częstuje. Idziemy sprawdzić odjazdy autobusów. Tomek musi czekać parę godzin, ja coś koło pół godziny. Dostaję jeszcze od kolegi chyba z cztery papierosy. Czekamy na ławce kiedy przyjedzie mój autobus. W międzyczasie kupuję w kasie bilet. Pogoda jest słoneczna, ciepła. Cieszy mnie myśl, że opuściłem szpital. Teraz cieszy mnie to, że za około dwie godziny będę w Siemiatyczach, w swoim domu. Mam świadomość, że do Choroszczy mogę jeszcze w przyszłości trafić. Na razie cieszę się tym, że wracam. W drodze powrotnej, w autobusie dzwoni do mnie mój przyjaciel Heniek. Nic nie mogę usłyszeć. Dźwięk jazdy zagłusza wszystko.

Chyba jeszcze tego samego dnia idę do sklepu kupić sobie piwo. A więc znów nawrót alkoholowy. Dwa tygodnie abstynencji i ciągła tęsknota za alkoholem. Niestety trudno mi to przezwyciężyć. Obecnie piję mniej, tylko z tego powodu, że psychiatrka przepisała mi leki, neurotopy. Za paczkę 50 tabletek zapłaciłem 86 groszy. Silnie działają. Często tabletkę popijam piwem. Działanie jest skumulowane. Często budzę się w nocy. Trudno mi jest zasnąć. Często myślę o tych ludziach, którzy zostali w Choroszczy. Może już wyszli. Być może się jeszcze kiedyś odezwą. Dzwoniłem po wyjściu parę razy do mamy Pauli. Mówiła, że Paula znów jest w szpitalu, sama Paula mówiła, że jest jej lepiej. Dzwoniłem również do niej. Twierdziła, że jest jej tam lepiej. Sam mogę się tylko cieszyć, że opuściłem to miejsce. Mam też nadzieję, że szybko tam nie wrócę.

Wspomnienia ze szpitala w Choroszczy – 19 lipca 2021

19 lipca [poniedziałek]

Wczoraj wieczorem oglądam z innymi festiwal piosenki cygańskiej w Płocku. Oczywiście w telewizji. Był to też pierwszy dzień od początku pobytu w szpitalu, gdzie nic sobie nie zanotowałem. Wena mnie chyba opuściła. Teraz po powrocie tak to odbieram. Wczorajszy dzień, czyli niedziela mija spokojnie. Wysłuchuję paru nagrań miłego chłopaka z oddziału. Ma swój kanał na YouTube jako Kri5well. Na stołówce bierze zawsze posiłki wegetariańskie, dziwię się, że tu takie wydają. Mówię mu, że po powrocie zapoznam się lepiej z jego twórczością. Ogólnie jest pozytywny, uśmiechnięty, radosny i wierzący. Chciał abym poszedł z nim do szpitalnej kaplicy. Niestety jako tzw. „D” czyli uzależniony od substancji psychoaktywnych, nie mogę zostać wypuszczony poza oddział.

Dziś natomiast miałem obchód lekarski. Po śniadaniu jak zwykle. Miło się dowiedzieć, że w tą środę już wyjdę. Przed obiadem miło mi się rozmawiało z koleżanką z pokoju Pauli. Widać po niej tzn. Karolci, że dziewczyna od rudego kota, zaczyna bardzo się tu męczyć i pragnie opuścić to miejsce. Też wydaje się pozytywnie nastawiona do życia. Na pewno nie widać po niej jakiegoś przygnębienia czy depresji. Ot, normalna kobieta. Uśmiechnięta i też wegetarianka. Poruszaliśmy różne kwestie m.in. remonty w jej białostockim mieszkaniu. Pytała mnie m.in. o fachowców, którzy wywaliliby ścianę, aby pozmieniać układ pomieszczeń. Opowiadałem jej o Siemiatyczach. Słuchała z zainteresowaniem, uznała chyba, że jestem bardzo miły i kompromisowy. Powiedziała to wprost. Pytała oczywiście czym się zajmuję, opowiadałem jej krótko o swoich pasjach, zajęciach m.in. o tym blogu, czy o fotografii, którą się amatorsko zajmuję. Narzekała, że za długo już tutaj siedzi. Ma małą córkę, która pewnie za nią bardzo tęskni, i ponoć prowadzi jakąś firmę. Odeszła też od swego męża. Takich przypadków są tu pewnie setki, więc nabrałem do tego wszystkiego wokół lekkiego dystansu. Aby samemu gdzieś przypadkiem tutaj nie popaść w jakąś paranoję. Inna z dziewczyn, na pozór zwyczajna, też jakich setki, również nie wie, czemu tu się znalazła i diagnozują jej schizofrenię. Jest ładna, o ponętnych kształtach. Też kilka razy wdałem się z nią w dialogi.

Dziś też po śniadaniu dałem Pauli, tej z inwalidzkim wózkiem, zadzwonić do jej rodziców. Potem ona poczęstowała mnie cienkim papierosem. Jakimś zielonym. Wczoraj chyba była u niej jej małoletnia córka. Pewnie z jej ojcem. Wszystko to w sumie niepotrzebnie przeżywam i jakoś się angażuję. Brak mi też swego rodzaju obojętności. To i tak nie jest moje życie, jacyś obcy, inni ludzie, których już pewnie nigdy nie spotkam. Tak myślę. Angażuję się, spisuję i biorę to wszystko za bardzo do siebie. Na tu i teraz jest to mi potrzebne do tego, aby czas szybciej płyną. W końcu też, coś po tym pobycie pozostanie. Mimo iż z pozoru nic wielkiego tu się nie dzieje, każdy dzień jest i tak, jakimś rodzajem zwycięstwa, wygraną – dniem bez alkoholu. Każdy dzień na swój sposób bardzo ciekawy i pozwalający nabyć nowe doświadczenia.

Wspomnienia ze szpitala w Choroszczy – 17 lipca 2021

17 lipca [sobota]

Wczoraj czerwona tabletka na sen i gra w pokera przy telewizorze ze współlokatorem na korytarzu-kuchni oraz nowo poznaną dziewczyną. Pauliną z pod Białegostoku oraz z chłopakiem z Łap. Zabawne i miłe pogaduszki, aż do ciszy nocnej.

Rano jeden papieros na palarni i rozmowa z Bogdanem, dużym facetem, wyższym i starszym ode mnie. Na temat telefonów komórkowych i internetu. Mam też nadzieję, że to ostatni weekend tutaj.

Najcześciej w telewizorze jakieś disco-polo, albo radio eska np.

MiłyPan – Małolatki (Official Video)

Jest mi w szpitalu z biegiem czasu coraz lepiej, żeby nie powiedzieć komfortowo. Bardzo polubiłem niektórych z poznanych tu ludzi. Odmieniłem otoczenie. Nie piję alkoholu, prawie i wyłącznie woda z kranu. Zimna. Oraz kompot na stołówce. Czasem kawa, ale rzadko. Moje małe opakowanie już się skończyło. Muszę „pożyczać” od innych. Dziś postaram się wziąć coś z depozytu. Sobota jest jedynym dniem, kiedy jest to możliwe.

Po godz. 10 jedna z dziewczyn z oddziału informuje mnie, że do godz. 11 wydawane są rzeczy z magazynu. Czekam już przed 10. Po godz. 10 przychodzi sanitariusz. Biorę z plecaka dwie ładowarki, smartphone Redmi 4X, czytnik Sony Reader, perfumy o zapachu zielonej herbaty, kupione w Biedronce, chyba damskie, ale ładne oraz mydło i długopis. Do tej pory notuję wszystko ołówkami. Będę miał już do kogo dzwonić, odzyskam kontakt ze światem. Ten telefon nie ma prawie żadnych kontaktów. Ten telefon z kontaktami – Sony Ericsson K800i, dalej jest w depozycie.

Do kilku osób będę próbował się dodzwonić. Na koncie mam trochę pieniędzy. Może Jakub przynajmniej odbierze. Cieszy mnie to bardzo. Rano na śniadaniu mój były współlokator Mariusz, który pożyczył mi 20 zł na bilet powrotny, daje mi pięć papierosów w paczce. Obiecał to wczoraj. Papierosy Winston. Bezinteresownie. Dobry chłopak. Bardzo go polubiłem. Jeden papieros od razu oddaję „dziadkowi” Marianowi. Starszy pan. Zawsze mówił śmieszne rzeczy na balkonowej palarni. Też mnie częstował. Do Pauli np. ten Marian raz mówi: – Wypierdalaj stąd. Albo „nic nie daję, nic nie biorę”. W zawsze zabawny sposób. Po przyniesieniu rzeczy golę się pierwszy raz. Zarosłem za bardzo. Podłączam też czytnik e-booków i telefon do ładowarki.

Teraz czekam na obiad. Jest duży upał, większość oddziału, prawie cała, leży w łóżkach i odsypia, zapewne ciężki tydzień w Choroszczy. Dziś poczytałem też trochę książki „Wirtualne zauroczenie” Manueli Kalickiej. Dość dobra, kobieca powieść. Na temat związków przez internet. W formie pisanych e-mail-ów. Bardzo lubię ten styl powieściowy. Dawniej czytałem książkę w formie e-mail-ów, dziennikarki i malarza Zdzisława Beksińskiego. Tytuł „Beks@. Korespondencja mailowa ze Zdzisławem Beksińskim”, autorka Liliana Śnieg-Czaplewska. Książka ukazała się po tragicznej śmierci malarza. Doskonała pozycja.

Wczoraj zaś czytałem wstęp do świadectw SS-manów, czyli „Oświęcim w oczach SS”. Wydana jeszcze w czasach PRL-u. Miałem ją kiedyś, kupiona przez Allegro. Niestety utracona przy przeprowadzce z Mierzwic do Siemiatycz. Jedna z dziewczyn na oddziale częstuje mnie torebką herbaty. W ogóle prawie jej nie piję, bo nie mam. Myślę już dużo o wyjeździe. Jeszcze cztery dni. Ostatnio też często śnią mi się mecze piłkarskie. Czyżbym aż tak odreagowywał całe to Euro 2021? Wygrały je prawdopodobnie Włochy. W rzutach karnych z Anglią. Słuchałem jeszcze w domu, chyba dwóch transmisji z meczów. Jak grała jeszcze Polska, której z oczywistych względów kibicowałem.

Ogólnie ten pobyt w Choroszczy podoba mi się o wiele bardziej jak pierwszy, podczas którego byłem wystraszony, ale też z czasem, wspominam go z wielkim sentymentem.

„Dama żegna Pana” wykonawca Andre
Jeden z utworów który tu usłyszałem i w sumie mi się spodobał. Bije z niego jakiś optymizm. Nie chcę się tu dołować, więc cieszą mnie nawet takie bezpretensjonalne piosenki w stylu disco.

W jednej z szaf na swojej sali znajduję żel do golenia. Z jakieś 1/4 puszki, może trochę więcej. Ktoś zostawił. Ogólnie szafy są puste. Dziś go wykorzystuję. Cały czas, nawet w sobotę przybywają nowi pacjenci. Idę na początek na sąsiednią część oddziału, od którego zaczął się mój pobyt tutaj. Moja historia z Choroszczą. Chłopak z irokezem, młody, dwudziestoparoletni, którego bardzo polubiłem, z poczuciem humoru, dziś na stołówce przekazał mi, że brzuch Pauli jest już coraz bardziej widoczny. Sam opowiadał, że znalazł się w szpitalu przez swoją żonę, zmierza do rozwodu z nią, ponieważ ta nakłaniała go do samobójstwa.

Czasem idę pooglądać sobie telewizję. Telewizor jest bardzo duży i nowoczesny. Czas ogólnie zwolnił. W szpitalu nie używam internetu, ogólnie telefonu. Ten którego używam wyłącznie do dzwonienia nadal jest w depozycie. Jest to więc przy okazji i detoks technologiczny. Czas na przemyślenia, refleksje. Czas na powrót do czytania książek. Nawiązanie nowych znajomości. Te nowe doświadczenia tylko mnie wzbogacą. Znajomi z „małpiego gaju” też pewnie się ucieszą, gdy ujrzą mnie po małej przerwie. Przed wyjazdem oczywiście ich informowałem, że jadę na „odpoczynek” do Choroszczy. Niektórzy, ci co siedzieli w więzieniach, mówili, że woleli by psychiatryk od kryminału. Bardzo dobrze ich, zwłaszcza jednego rozumiem. Też wolę szpital. Za nimi wszystkimi tęsknię chyba najbardziej.

Wspomnienia ze szpitala w Choroszczy – 16 lipca 2021

16 lipiec [piątek]

Wczoraj na wieczór dostaję jeszcze jeden neurotop i lek nasenny o który proszę. Czerwona tabletka. Pielęgniarka załatwia mi to, ponieważ lekarka prowadząca „zeruje” mi leki, natomiast do wyjścia, mam nadzieję w następną środę, zostało jeszcze całe sześć dni. Dziś wstaję o godz. 6 rano. Gdy współlokator idzie na szluga. Częstuje mnie jednym. Poznaję miłego gościa na palarni. 9 lat starszy ode mnie. Z Wasilkowa. Rozmawiamy o problemach alkoholowych.

Minął pierwszy dzień na nowym oddziale. W zasadzie tylko innym skrzydle tego samego oddziału. Sen był dobry. Skutek czerwonej, nasennej tabletki. Tak myślę, ale nocą komary od czasu do czasu wyrywają mnie ze snu. Współlokator Dawid, chłopak z Łomży, którego do Choroszczy skierowali rodzice, tuż przed ciszą nocną, z latarką w telefonie, swoją koszulką wybija komary.

Dziś na śniadanie była zupa mleczna i trzy kromki chleba z jajkiem. Do tego odrobina masła. Do smarowania tylko duża, stołowa łyżka. Nie ma tu widelców, ani tym bardziej noży. Na stołówce nie ma Pauli. Rozmawiam tylko z fajnym, zabawnym chłopakiem, którego również bardzo polubiłem. Lubię jego specyficzne poczucie humoru. Żarty nawet z tego, że jest się zamkniętym w Choroszczy.

Dziś również kolejny upalny dzień. Myślę już o opuszczeniu szpitala. Postanowiłem, że drugiej, tej samej terapii już nie podejmę. Mam do tego prawo, bowiem jestem tu dobrowolnie. Wrócę autobusem do domu. Mam nadzieję, że będę miał jeszcze okazję pożegnać się z osobami, które tu najbardziej polubiłem. Większość jest mego pokroju. Normalni, ułożeni, spokojni. W sumie takie miejsce skłania mnie do wielu refleksji. Jedną z nich jest ta, że ponownie, w przeciągu tego roku, raczej na pewno, nie chcę tu ponownie trafić. W przyszłym roku, być może tak, jeśli znów będzie tzw. „powtórka z rozrywki”.

Dziś był lekarski obchód. Gdzieś o godz. 10 rano. Jak zwykle w piątek. Pytałem lekarkę o telefon z depozytu. Nie pamiętam w zasadzie numeru do nikogo. Odparła, że osobom leczącym się z uzależnień nie jest on w ogóle wydawany. Łudziłem się, że go jeszcze otrzymam przed wyjściem. Okazało się, że była to złudna nadzieja.

Wczoraj Karolcia, była współlokatorka Pauli, pytała mnie o swojego rudego kota. Do którego jest wielce przywiązana. Twierdziła, że pielęgniarki widziały go na terenie Choroszczy. Pytała mnie, czy ja go przypadkiem nie spotkałem.

Dobrze, że tutaj na drugim skrzydle trafiłem na najlepszą salę. Dwóch spokojnych chłopaków, przeniesionych razem ze mną, więc w sumie znajomi. Jeden z nich w sumie w ogóle się nie odzywa. Zawsze gdy go pytam o papierosa, to mnie częstuje. Nigdy mi nie odmawia. Inny młody chłopak – 19 letni, też bardzo ułożony, spokojny i zupełnie neutralny.

Teraz słyszę jakieś melodeklamacje, śpiewy, których treści w zasadzie nie rozumiem. Dochodzą chyba z trzeciej sali, czyli drugiej od naszej. Wyśpiewuje je zapewne ktoś niespełna rozumu. Lub ktoś normalny, który ma jakiś atak psychiczny. Kilka razy już go widziałem na palarni, ale nie zamieniłem ani słowa.

Wspomnienia ze szpitala w Choroszczy – 15 lipca 2021

15 lipiec [czwartek]

Dziś przenosiny na drugą część budynku. Obie części oddzielone są pomieszczeniem gdzie przyjmowani są nowi pacjenci. Nie ma przejścia z jednej części na drugą. Jedyne spotkania między pacjentami z obu części segmentu są możliwe na kuchennej stołówce, podczas posiłków. Na drugą część idę wraz z kilkoma osobami. Te samo piętro, ale przeciwne skrzydło budynku. Nie ma tu balkonu, nie będzie się więc gdzie przewietrzyć. Palarnia jest totalnie zadymiona. Otwarte tylko jakieś małe okienku. Dla mnie to tragedia. Tego małego balkonu najbardziej mi żal. Nienawidzę zwyczajnie tak zadymionych pomieszczeń. Żal mi również rozstania z przyjaciółką Paulą. Bardzo się z nią zżyłem. Mówiła nawet przy innych pacjentach, że jestem jej „bratem”. Przenosiny były do południa. Pielęgniarka wyczytała kilka nazwisk, stała na korytarzu. Kazała się pakować i przechodzić na drugą stronę szpitala. Jakiś wewnętrzny smutek się we mnie odezwał. Niby ta strona szpitala na której teraz jestem jest bardziej „otwarta”, spokojna, ale czuję, że nie będzie tu już tego samego, surrealistycznego klimatu.

Na poprzednim segmencie byli i starsi ludzie: „babcia kleptomanka”, która dziś za cudzy kubek, w którym miała przynieść wodę, dostała pięścią w twarz, polała jej się krew z nosa. Dostała od młodego chłopaka, który widać, że był bardzo pokrzywdzony psychicznie. Byłem z nim na samym początku na jednej sali. Potem została przez niego opluta, i zwyzywana od kurew. Widać, że chłopak cierpiał na jakąś schizofrenię. Ogólnie bardzo spokojny. Prosił o papierosy, albo palił „kiepy”. „Babcia” mówiła abym dzwonił po pogotowie. Był to jedyny incydent przemocy jaki widziałem na poprzednim skrzydle szpitala. Chłopak, Artur – mnie akurat bardzo polubił, ponieważ dzieliłem się z nim nawet wysępionymi szlugami. Chodził normalnie, potem jakby trochę szybciej dreptał, jakby prawie w miejscu. Tak pewnie objawiały się jego zaburzenia psychiczne. Pielęgniarze za to pobicie nie zawinęli go w pasy. Chyba nic mu nie zrobili. Pamiętam tylko, jak jeden chłopak, taki w moim wieku z brodą zaczął kopać w szklane drzwi między segmentami budynku. Zapięli go w pasy na jakiś czas, za jakiś krótki czas puścili na salę. Też z pozoru spokojny. Uśmiechał się, gdy o tym opowiadał. Brał to wszystko z dystansem. Na balkonie siedział zawsze chłopak-kryminalista, wywnioskowałem to po kropkach na jego ciele. Miał zawsze bezprzewodowy, mały głośnik i z telefonu puszczał, albo hip-hop, polski, taki bardziej hard-corowy, albo jakieś takie dyskotekowe techno. Też zwykle był uśmiechnięty, skupiony na swoim smartfonie. Puszczana przez niego muzyka, również mnie intrygowała. Taki powiedzmy „złodziejski rap” w większości. Miał chyba na imię Piotrek. Wypuścili go wcześniej niż mnie. Jak wychodził z pierwszego piętra, od razu zapalił sobie elektronicznego papierosa. Mu też go, podobnie jak mi, go zabrano.

Powoli mija kolejny dzień w szpitalu. Dziś lekko pada deszcz. Na kolacji w połowie drogi spotkałem się z Paulą. Miała na sobie piękną, czarną suknię we wzory. Jakby malowane białą farbą. Powiedziałem jej od razu, że czułem dojmujący smutek, żal po stracie, gdy opuściłem jej i też moją część oddziału. Przewiozłem ją, jej czarnym wózkiem pod stołówkę po czym sam już wróciłem do siebie. Ulokowali mnie w pierwszej sali od wejścia na tę część oddziału. Od pierwszych chwil miałem świadomość, że nie będzie tu ludzi takiego pokroju, jak na pierwszym skrzydle. No cóż, tutaj też muszę jakoś dotrwać do końca pobytu.

Tęsknię coraz bardziej za swoimi pięknymi Siemiatyczami. Ta przerwa tutaj, pewnie też okaże się pożyteczna. Z wyjątkiem palenia wszystko w zasadzie zmierza ku lepszemu. W zasadzie boję się szpitali psychiatrycznych. Może to nie bojaźń ale jakaś forma obawy. Zbyt tu w sumie normalnych ludzi. Znajoma Pauli, mówię na nią Karolcia, bo tak sobie życzy, trafiła tu za to, że jej córka martwiła się o mamę, że popełni samobójstwo. Ponoć tak mówiła, przy swej córci. Córka tak pewnie musiała zeznać na policji. W konsekwencji Karolcia ląduje w szpitalu w Choroszczy. To wysoka, atrakcyjna blondynka. Uśmiechnięta i seksowna. Szczupła. Również mi się podoba. Często z nią rozmawiam.

O godz. 20-tej, o której wydaje się leki znów nie otrzymuję żadnej dawki. Niczego. Lekarka prowadząca widocznie redukuje ich ilość do zera, czyli „zeruje”. Przede mną w kolejce po leki, starsza kobieta, wpada w płacz, i mówi pielęgniarce, że na tym skrzydle szpitala jest jej osobiście gorzej. Rozmawiałem z nią o tym w palarni. Faktycznie w dyżurce pielęgniarek jest ktoś lub nie ma nikogo. Poprzednio zawsze ktoś był dostępny, i to właśnie, chyba przede wszystkim tę kobietę tak zabolało.


Całość moich wspomnień, czyli od 7 do 15 lipca. Link:

Wspomnienia ze szpitala w Choroszczy – 14 lipiec 2021

14 lipiec [środa]

Pogoda jest upalna. W końcu to środek lata. Dziś na stołówce Paula, gdy się do niej pod sam koniec przysiadłem, nie było już prawie nikogo z pacjentów. Przyniosłem jej zupę, której nikt nie tkną, praktycznie zawsze zostawało parę takich talerzy. Paula mówi mi, że zaczynam ją denerwować. Denerwuję najbardziej, gdy powiedziałem coś o jej małej córce. Nigdy jej zresztą nie widziałem i pewnie nigdy nie zobaczę. Nie wiem nawet, czy coś nawet o tej młodej istocie mówiłem. Zwyczajnie nie pamiętam. Wychodzę bowiem z założenia, że jak kogoś nie poznałem, a tym bardziej nie widziałem na oczy, to również nie oceniam. Staram się zresztą nikogo, nigdy nie oceniać. Tym bardziej jakiś małych dzieci, których osobiście nigdy nie chciałem mieć, ani nie mam.

Gdy wczoraj rozmawiam z Paulą, zwróciłem jedynie uwagę na jej tatuaż. Kolorowe piórko, niewielkie, na kostce jej nogi. Biblia wspomina o tatuażach tylko raz: „Nie wolno wam (…) wykonywać na sobie tatuowanych znaków” (Kapłańska 19:28) Inny przekład mówi: „Nie będziesz nacinał ciała na znak żałoby po zmarłym ani umieszczał na ciele znaków tatuażu” (Kpł 19,28; por. Kpł 21,5 i Pwt 14,1) Powiedziałem Pauli, że tatuowanie to okultystyczna praktyka. Otwarcie się na złego ducha, krok w stronę demonicznego opętania. Wejście w konszachty z Szatanem.

Dodałem też, że gdy choruje ona na tzw. SM czyli „stwardnienie rozsiane”. Chorobę układu nerwowego, polegającego na nieprawidłowym przekazywaniu impulsów nerwowych. To prawdopodobnie nigdy z tego się nie wyleczy, ponieważ nie ma jakiejś jednej idealnej terapii, która potrafi zwalczyć tą chorobę. Dawniej czytałem książkę: „BeStia ujarzMiona. Moja walka z chorobą” Anny Bartuszek, która opisywała szczegółowo i szczerze walkę z tą akurat chorobą, na którą sama od lat już cierpi. Próbowała już praktycznie wszystkich możliwych terapii, leków i nie przyniosło to praktycznie żadnych pozytywnych rezultatów. Podobnie zresztą jak nie ma szczepionki przeciwko wirusowi HIV, są tylko leki opóźniające rozwój choroby AIDS, upośledzającej odporność całego organizmu. Powiedziałem to Pauli szczerze, jak czułem. Myślę jednak, że była tego wszystkiego świadoma, tylko zaprzeczała samej sobie, chciała żyć w swego rodzaju nieświadomości, aby nie pogłębiać swojej ostrej depresji.

Dziś również po obiedzie ustawiłem krzesła oraz przetarłem szmatką z płynem wszystkie stoły. Zostałem o to poproszony przez jakiegoś pana pracującego w kuchni.

Paula zwierzyła się, że cierpi na depresję, co przy jej chorobie mnie zupełnie nie zaskoczyło. Mogłem tylko wzruszyć ramionami. Sam być może już dawno bym się załamał i próbował odebrać sobie życie, aby nikt się ze mną nie męczył.

Dziś również przed południem był obchód całej grupy lekarzy, psychologów i sam jeszcze nie wiem, kto wśród nich był. Krótka rozmowa z każdym z pacjentów z osobna, krótkie, standardowe pytanie: – Jak się pan czuje? Odpowiadam jak zwykle, czyli: Dobrze, lub bardzo dobrze. Redukują mi więc leki. Od tego momentu będę dostawał mniejsze dawki. Mam nadzieję, że to mój ostatni tydzień w Choroszczy.

Wstaję około godz. 6.00. Na korytarzu panuje jeszcze względna cisza. Pogadaliśmy sobie chwilę z Paulą na balkonie-palarni. W tle poranna przyroda, śpiew ptaków. Sprawia mi radość rozmowa z tą w zasadzie bardzo wrażliwą i cierpiącą zapewne na jakąś odmianę schizofrenii dziewczyną. Nie mogę jednak zbytnio się skupiać na jej życiowych problemach. Muszę złapać zdrowy dystans i nie angażować się emocjonalnie. Też bowiem uważam się za wrażliwą i oczytaną osobę.

Dziś również wymieniłem spodnie od piżamy. Na oddziale chodzę tylko w tym szpitalnym stroju, czyli pasiastej piżamie, chociaż inni chodzą również ubrani w przywiezione rzeczy. Poprzednie pasiaste spodnie, które miałem od początku pobytu były w dwóch miejscach lekko porwane m.in. w kroku.

Paula prosiła mnie abym naładował jej telefon. Jako, że wszystko mam w depozycie musiałem podpiąć jej telefon pod cudzą ładowarkę na drugiej, oficjalnej palarni. Zaraz ktoś jednak ten jej telefon odłączył, a ja na stołówce przekazałem telefon Pauli nowej pacjentce – Marcie, która bez problemu podładowała telefon. Paula miała w związku z tym jakieś obiekcje, pretensje. Ale wytłumaczyłem jej, że są to małe sprawy. Ona jednak była odmiennego zdania. Przyzwyczaiłem się już do tego. Z rana dostaję dwie tabletki typu: Neurotop retard 300 o przedłużonym uwalnianiu, czyli karbamazepiny. Stabilizująco-uspokajające. Stosowane w alkoholowym zespole abstynencyjnym. Przeciw zespołom maniakalno-depresyjnym. Anty-padaczkowe oraz przeciwko tzw. schizofrenii dwubiegunowej. Jej objawy to: urojenia wielkościowe, nadludzka moc, wyjątkowe zdolności. Tabletki są produkowane w Austrii. Są jeszcze o większej mocy, czyli 600. Ja biorę te 300-tki, ale czasami po dwie jednocześnie.

Czasem w dzień zdarza mi się krótko pospać, to pewnie działanie silnych leków. Chociaż i bez leków, w domu lubię sobie w dzień trochę pospać. Tutaj w szpitalu sen mam bardziej niespokojny. Czasem nie miewam snów, lub ich nie pamiętam. Za bardzo chyba wszystko przeżywam. To na pewno. W nocy też raczej dobrze śpię. Tej nocy śniło mi się np. że te przechowywane w depozycie rzeczy, które są wydawane jedynie raz w tygodniu, w soboty, zgłosiłem jako kradzież na policję. Taka moja senna fantazja.

„Pies zamiast dziecka” – Jerzy Urban, tygodnik „NIE” nr 17-18-2021 r.

Popierając rodzenie dzieci, narodowcy szkodzą narodowi i państwu. Społeczeństwo powinno być mniejsze, ale lepsze. Niech panuje minimalizm.

Jest para albo trójkąt młodych ludzi. Są szczęśliwi. Bawią się, zwiedzają świat, piją, zażywają, pracują albo się uczą. Ona zapada w ciążę. W Polsce skrobanki są drogie i trudno dostępne, rodzi się więc bachor. Ich życie zaczyna się kręcić wokół głupiego stworzenia, które wrzeszczy lub inaczej robi hałas, brudzi się i wszystko wokół. Straszna opresja. Nie można już podróżować ani balangować, bo dziecko kosztuje i zabiera czas. Horyzonty rodziców kurczą się do wymiaru kupa-papu. Ich życie staje się marne, szare, bezmyślne, Wydatki na bachora stale rosną – od żłobka do studiów.

Dzieci wysysają też budżety państwa i samorządów. Trzeba płacić „500 plus”, fundować lub dotować żłobki, przedszkola, szkoły niskie i wyższe. Rząd musi opłacać uniwersytety, czyli siedliska nieprzychylne mu i krnąbrne. Państwo musi dzieci leczyć, a lubią chorować itede, itepe. Utrzymywać trzeba także ministerstwo rodziny i podległe mu urzędy. Polski nie stać na to wszystko.

Gdyby ciąża trwała 18 lat, od razu rodziliby się dorośli. Medycyna niestety nie potrafi jej wydłużać, lecz tylko przerywać, czyli skracać. Oczywiście dzieci muszą się rodzić dla przedłużenia gatunku oraz po to, żeby w przyszłości miał kto pracować na emerytury, chociaż roboty i inne inteligentne urządzenia zastąpią ludzi nie tylko w przemyśle, ale także w usługach wszelkiego rodzaju. Jednakże istnieje dostatek kobiet nienadających się do niczego innego niż do noszenia wypukłego brzucha i do macierzyństwa. Dla przemiany pokoleń wystarczy reprodukcja tych macior niepodatnych na wyzwalanie kobiet. One lubią nawet ograniczać swoje życiowe możliwości do cmok, huśta, huśta, zupka, kupka. Małe są jednak nadzieje na to, że macierzyńskie matki wyhodują geniusza. Rząd PiS wszystko może, ale nawet on nie potrafi rozdawać talentu. Umie jednak tłumić jego przejawy, a nawet je wygaszać. Potrafi także promować oddane mu beztalencia, zwalcza więc aborcje.

Kościół proteguje dzietność i wielodzietność. Kler pragnie wielu małych dupek do rżnięcia oraz owieczek w przyszłości, gdy wyrosną z nich owce i barany dające na tacę, opłacające śluby i pogrzeby. Ceremonie zupełnie ludziom zbędne.

Z wyłożonych tu powodów popieram wolność aborcji. Co więcej, proponuję ustalić wysoki podatek od urodzenia i hodowania bachora płacony miastom i innym gminom jako rekompensata kosztów leczenia i uczenia dziatwy.

W ten sposób dzieci rodziłyby się tylko w rodzinach, które stać na płacenie takiego podatku. Nasi następcy pojawiliby się wyłącznie w stadłach mogących zapewnić progeniturze życie w dobrobycie, czyli zabawki, stroje, elektronikę i wszystko inne, co w życiu niezbędne: bębenki, rowerki, elektryczne hulajnogi, motory, używki, instrumenty, korepetytorów, balety, srolety i młodociane skrobanki. Dzieci rodzić zaś się będą od razu z komórką w pysku.

Julian Tuwim, poeta, redukował dzieci, nazywając je pełzającym lub biegającym przewodom pokarmowym, zaczynającym się w gębie, a kończącym się w odbycie. Jego żona uważała się za piękną, nie zachodziła więc w ciążę lub spiesznie ją przerywała, lękając się deformacji ciała. Psy są mądrzejsze niż dzieci i bardziej sympatyczne.

Konkludując: ja pierdolę dzieci w szkole.


Dyskusja:

  • Lucy Plinta Co to za obrzydliwe brednie…🤦‍♀️ 20
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.






    Aktywny ⁠
  • Anna Głowienka Przypuszczam, że w założeniu artykuł miał być sarkastyczny, niestety wyszedł jednak żałosny, chory, nihilistyczny tekst. Oczywiście, autor musiał dołożyć klerowi, jeszcze raz udowadniając, że nieawidzi tego, czego nie rozumie. 6
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 1 godz.


  • Joanna Kawalec Wolność słowa kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda innych. Nie każdy musi mieć dzieci, nie każdy musi je lubić 🙆‍♂️  ale nazywanie matek maciorami… Urbanowi nawet gilotyna nie pomoże. 5
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 1 godz.


  • Paulina Zapisek Co byłoby złego w podatku od dziecka? Dziecko kosztuje społeczenstwo, trzeba budować żłobki, przedszkola, szkoły, otaczać je opieką zdrowotną. Gdyby rodzice płacili taki podatek, to 10 razy by się zastanowili czy chcą dziecko- w rezultacie rodziłyby się dzieci chciane i kochane. A nie dzieci w patologicznych rodzinach, gdzie nie mogą liczyć na normalne dzieciństwo. 16
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 7 godz.


    8 odpowiedzi
  • Katarzyna NG Proszę administratora o usunięcie tekstu. 18
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 7 godz.


  • Anna Ucce Podoba mi się. Obrażą się tylko Ci którzy wchodzą w ten schemat. Dobry tekst do dyskusji ale nie z każdym. Zazwyczaj kontrowersje działają jak płachta na byka na osoby które nie chcą nabrać dystansu i ani odrobiny rozumieć. Wg mnie tu nie chodzi o ‚wszystkie’ , a o ‚konkretne’. 13
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 6 godz.


  • Lucyna Racka Tekst specyficzny, przerysowany ale oczywiście niektórzy mają „spinę” bo najwyraźniej nie mają dystansu – smutne. Nawiązanie do minimalizmu jak najbardziej, wszak Ziemia już od dawna jest przeludniona, grozi nam katastrofa klimatyczna wiec nie ma co sprowadzać kolejnych ofiar na ten padół 😉  Ograniczenie życia rodziców oczywiste (wiem wiem – miłość jest ślepa, zwłaszcza ta bezwarunkowa i większość po prostu nie ma pojęcia jak wyglądałoby ich życie bez dzieci), zwróćcie uwagę że człowiek jest z rodzicami do 18nastki co daje średnio 1/4 lub 1/5 życia – u zwierzat usamodzielnienie następuje znacznie szybciej. A na koniec coś z mojego życia – mam ciotki 70+ które mówią że mam fajne życie, realizuję swoje pasje itp tymaczasem rówieśnice najchętniej by mnie zapłodniły także morał z tego taki, że dzieciatym nie mieści się w głowie że istnieją ludzie bez ciśnienia na bobasa, którzy po prostu żyją INACZEJ, nie lepiej czy gorzej tylko inaczej, po swojemu, bez tzw. presji społecznej na ślub i potomka. Kurtyna. Może być memem przedstawiającym kot i tekst „Dlaczego wciąż jest z nami? Już ma prawie rok Oddano mnie gdy miałem 2 miesiące Co jest grane? PACZAIZM.PL” 24
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    24 odpowiedzi
  • Dorota Witkiewicz Tak, bo wyzwolona kobieta to taka tylko, która jest bizneswoman i marzy o życiu w pojedynkę latając na Malediwy… Tyle, że nie. 💁🏻‍♀️  Gloryfikując wybory jednych i obrażając wybory drugich kobiet nie ma to nic wspólnego z feminizmem i wyzwoleniem. Feministką jest i ta kobieta, która chce pełnoetatowo spełniać się w korpo jak i ta, która chce pełnoetatowo spełniać się jako matka gromadki pociech. Świadome rodzicielstwo to nie jest podatek za bachora, to nie jest elektronika ani bębenki, ani zamienianie swojego mózgu w paciaję obrazów kupek i zupek. To WYBÓR, to świadomość ,,tak, chcę powołać życie i zająć się nim należycie”. Tak, społeczeństwu potrzebne są dzieci, dzieci zadbane fizycznie, zaopiekowanie emocjonalnie, dzieci świadomych rodziców. Nie tylko bogatych rodziców, którzy kupią sobie bobaska podatkiem tak jak kupuje się rasowego pieska by podkreślić status. Ten wpis jest tak obrzydliwy, tendencyjny i tak bardzo obraża kobiety, że po prostu brak mi słów. Może być zdjęciem przedstawiającym tekst 53
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    1 odpowiedzi
  • Monika Kwiatkowska Ile trzeba mieć w głowie, żeby wyprodukować tyle bezużytecznego, obrzydliwego tekstu? I jeszcze opierać się o komunistę Urbana? Czy są tutaj moderatorzy? Administracja? Cokolwiek? 34
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


  • Sylwia Gajzler-Bednarska Tak naprawdę Urban stracił swój czas. Swoich „wyznawców” nie musi przekonywać. Żadnego „normalnego” (w sensie: przyzwoitego) człowieka nie przekona do swojego światopoglądu. Konkluzja: on stracił więcej czasu pisząc, niż ja czytając. A (prawdopodobnie) on ma go mniej. Urban to wybitna gnida. Jedyną jego zaletą jest fakt, że się z tym nie ukrywa. A! Jeszcze jedna zaleta Urbana: jeśli ktoś lubi jego teksty to wiem, że nie jest wart mojego czasu. 10
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 7 godz.


    2 odpowiedzi
  • Joanna Stachoń – Müller Jaki obleśny tekst 😑  Trochę jak najgorszej klasy celebrytka – pisać byle co, byle skandalicznie, byle poszło dalej viralem… Słabo. 35
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.
    •  ·  Edytowano


  • Ewa Rutkowska Czytam i nie wierzę ,że człowiek który też był dzieckiem, piszę tak obleśny tekst. Psychiatra i oddział zamknięty dla obłąkanego, współczuję rodzinie i znajomym. 3
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 2 godz.


  • Monika Luter Urban to geniusz 💛  Najpiękniejsze jest to, że 99% osób czytających ten tekst i tak go nie zrozumiało i atakują sobie pięknie chochoła 😂  ah Urban, nasz złotousty… Dla osób które zamierzają pisać mi tu o jego przeszłości – darujcie sobie, mam to w głębokim poważaniu 😉 6
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 6 godz.


  • Justyna Sobczyk Obrzydliwe. Nie spodziewałam się takich treści na takiej grupie. 28
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


  • Patrycja Mitaszka Ludzie, tekst jest napisany przez starego prowokatora Urbana, zapewne ma być szokujący i kontrowersyjny. Problemem jest to, ŻE NIE MA ZWIĄZKU Z TEMATYKĄ GRUPY 15
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


    1 odpowiedzi
  • Monika Dydak Wstydzilabym się publikować coś takiego, wstydzilabym się choćby coś takiego pomyśleć. Wstyd! 34
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 10 godz.


    4 odpowiedzi
  • Paulina Uszyńska Przykre. Na prawdę uważacie że wasze mamy miały skurczone horyzonty do zupy i kupy ? 11
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    10 odpowiedzi
  • Malgorzata Sieradzka-Fleituch Uwielbiam jak Urban wtyka kij w mrowisko i wszyscy nie posiadają się z oburzenia 18
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    3 odpowiedzi
  • Marta Matras-Kwiatkowska Czytając ten tekst faktycznie zmienilam.zdanie,jestem za aborcją….autora tego tekstu🙄 1
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 48 min


    1 odpowiedzi
  • Joanna Barczyńska A ja kocham dzieci. Mam nadzieję że dane mi będzie mieć chociaż jedno. Bardziej kierowałabym się jak tego młodego człowieka wychować na dobrego człowieka dbającego o siebie i innych, dbającego o środowisko. Nie pisze o tym postów. Nie szukam wszędzie poparcia moich poglądów. 18
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    1 odpowiedzi
  • Karo Karo Egoista i nienawistnik. 2
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 1 godz.


  • Marzena Erm Tomek Kassian czemu opublikowałeś ten tekst? Jestem, bardzo ciekawa i mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie. Tekst który obraża mnie i inne kobiety. Który w ogóle obraża ludzi. Identyfikujesz się z tym? Chciałeś wzbudzić kontrowersje czy chciałeś, żeby inni poczuli ból bycia ośmieszonym, zawstydzonym i obrażonym za to, kim są? 10
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


    1 odpowiedzi
  • Dominik Tabisz ostry język ale trafne spostrzeżenia. Minimalizm zaczyna się od nie przeludniania 14
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    1 odpowiedzi
  • Helena Stopa Ohyda. Nie wiem po co takie rzeczy tu wstawiasz. 5
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 6 godz.


  • Jarosław Rzeźniczek Nic tu po mnie, nawet tu lewactwo… 21
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 10 godz.


    5 odpowiedzi
  • Marta Pawłowska Halo, polecam czytać ze zrozumieniem 😉  autorem tekstu jest ktoś inny, nie ten typ, który to tu wkleił – to raz. A dwa – nie każdy musi chcieć mieć dzieci i nie każdy musi je lubić.. i ma prawo o tym mówić ☺️  dobranoc! 7
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    6 odpowiedzi
  • Jagoda Ziółkowska Co to ma wspólnego z minimalizmem? 24
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 10 godz.


  • Sylwia Gajzler-Bednarska Jaki chory wysryw. Urban to podły człowieczek. 8
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


  • Marta Singh To prawda. W swoim życiu dziecko potrzebuje ok. 7000 pampersów. Zostawia ślad węglowy. Jest kolejnym konsumentem. Wszystkim z tekstami „jakby twoja mama tak myślała, to by cię nie było” – sio do kąta. Żałuję, że moja matka tak nie myślała, jestem antynatalistką j przy okazji minimalistką. I nie, nie mam smutnego życia, ale nie prosiłam o nie. I jeszcze takie coś: https://www.worldometers.info/world-population World Population Clock: 7.9 Billion People (2021) - Worldometer WORLDOMETERS.INFO World Population Clock: 7.9 Billion People (2021) – Worldometer World Population Clock: 7.9 Billion People (2021) – Worldometer 8
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    1 odpowiedzi
  • Justyna Czerniak Nie sądzę, żebym po urodzeniu dzieci stała się nudna. Dopiero teraz naprawdę się rozwijam, zawodowo i artystycznie, a przy okazji staram się zachęcać do tego moje kochane dzieci. A tekst obrzydliwy, to że ktoś nie chce mieć dzieci nie upoważnia go do tak ostro krytyki i obrażania osób o odmiennych poglądach. Ja akceptuje tak samo tych, którzy mają dzieci, jak i tych, którzy dzieci nie mają. To dla mnie głęboko spójne z filozofią minimalizmu. Żyj i daj żyć innym. 6
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


  • Izabella EMkiewicz odczarowywanie posiadania dzieci ma sens…przerysowane, ale prawdziwe 😉 13
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


  • Magda Lena Kna Minimalizm można stosować również w wychowaniu dzieci. Mało zabawek i ubrań, to po pierwsze, żadnego wózka, chustowanie do momentu gdy zacznie chodzić samodzielnie, a potem niech chodzi i wyrabia sobie podbicie stopy. Umiejętne oduczenie sikania itd. w pieluchy już w trzecim miesiącu życia, tak jak to się robi u ludów pierwotnych. Zero szczepień, zbyt kosztowne a i tak nic nie warte, pokój dzielony z ewentualnym rodzeństwem (Bonaparte wychował się na 12m kw w wielodzietnej rodzinie i jak daleko zaszedł?) Szkoła jak się da to domowa, jak nie, to opartą o minimalną bazę dydaktyczną, czyli wielokrotnie przekazywane podręczniki, żadne tam pracownie komputerowe, tego i tak zdążą się nauczyć. 8
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


    4 odpowiedzi
  • Alicja Rogala Jestem antynatalistką ale nie sądzę, że należy sprowadzać dzieci do „bachorów”. Pozwalajmy na to, bo przecież słowa są takie bez znaczenia.. 😕  wiem, że Urban, że taki styl, ale nie lubię i nie oznacza to też, że w pewnych kwestiach nie jest to dzbaństwo. 8
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.
    •  ·  Edytowano


  • Anna Małyszko Urban chyba zapomniał, że też był bachorem, którego wydała na świat bezmózga maciora, nie potrafiąca robić nic innego. I że on też żarł kaszki, robił kupki (i, zdaje się, nadal robi 🤔 ), a jego utrzymanie kosztowało rodziców i państwo krocie. Jeśli pan Urban martwi się tak bardzo o przeludnienie, to niech zacznie od siebie i popełni samobójstwo. Jeden debil mniej to dobry pierwszy krok. 4
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 7 godz.


  • Anna Woźniak Ten tekst jak dla mnie jest na siłę satyryczny 🤷🏻‍♀️ 1
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 3 godz.


    1 odpowiedzi
  • Natalia Kusch Ja nie lubię dzieciaków i ich nie mam. Dla mnie im mniej tym lepiej 😁 6
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


  • Angelika Kubacka Tutaj się nie linkuje, nawet gdyby było o minimalizmie. A nie jest. 13
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 10 godz.


  • Agnieszka Wójcik Dewódzka Nie, lepiej naokoło srające psy i ich właściciele, którzy po sobie nie sprzątają. 5
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 6 godz.


    2 odpowiedzi
  • Krysia Schneider Chory człowiek. 4
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 7 godz.


  • Kasia Szymańska Rozumiem satyrę i ostrą jak brzytwę ironię, ale tekst jest po prostu nie smaczny i żenujący jak stary pomarszczony człowiek, który go napisał. PS.: Starzy ludzie tacy jak on to dopiero generują koszty 😜 1
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 36 min


  • Natalia D. Brzezińska Myślałam, że to sekcja past. Wrzuć tam, to przynajmniej trochę heheszków dostaniesz. 🙂 5
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


  • Karola Peska Wow, autor tekstu zapomniał, że też był kiedyś dzieckiem. 1
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 1 godz.


  • Alicja Marczak 🤢🤢🤢🤢🤢🤢🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮🤮 4
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


  • Ella Zal Jerzy Urban w czasie stanu wojennego, zapytany jako rzecznik rządu o puste półki w sklepach, odparl: „Rząd się wyżywi”… to nic, że komunista i członek PZPR… niektórzy czytają co i jeszcze musza upowszechniac… 3
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 7 godz.


  • Anika Anna Mojecka Odtwórz GIF Tenor 5
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


  • Gortat Ewa Jeśli to Urbana to nie bralabym tego dosłownie 🙂 3
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 9 godz.


  • Joanna Krakowska Pada slowo minimalizm bez wielszego ladu i skladu wiec grupa się zsikała ze szcześcia 🤣 2
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


  • Marzena Erm Jezu, ale tępy tekst. 2
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 8 godz.


  • Monika Marciniaczka Proszę ADMINISTRATORA o usunięcie tego tekstu.
    • Lubię to!
    •  ·  Odpowiedz
    •  · 21 min


  • Karolina Gil „Społeczeństwo powinno być mniejsze, lepsze”…. bez Urbana na pewno. I parafrazując jego bolączkę na temat kosztów dzieci dla państwa- na starych i ekstra emeryturki polski nie stać tym bardziej – proponuję według jego myślenia eutanazje po osiągnięciu wieku emerytalnego – w końcu taki chory staruch nie poprawi społeczeństwa- jak widać po samum Urbanie. Hitler tak ulepszał społeczeństwo. Wszyscy znamy efekt. „Bachor, maciora” – słowa mizogina – współczuje żonie i córce tego indywiduum.

————————————-

Kasia Kuzak

Brawo. W swoim stylu Panie Jerzy. Ciekawe co na to madki

Agata BytnerA ja uważam, że strasznie wulgarnie i obrzydliwe napisane. Można współczuć dzieciatym, doceniać zalety bezdzietności i rozumieć, że dla niektórych dzieci są spełnieniem ale słowa użyte w artykule to zwykle obrażanie i szczucie na siebie.

3

  • Lubię to!
  •  · Odpowiedz
  •  · 1 dni